Nowa siedziba kancelarii

 

 

Od dnia 1 stycznia 2018 r. moja Kancelaria mieści się pod nowym adresem.

W końcu, po latach oszczędzania i wyrzeczeń, podjęłam tę decyzję, aby z wynajmowanego lokalu przeprowadzić się „na swoje”. W końcu mogę sobie urządzać tak, jak chcę i kiedy chcę.

Nie chciałam od początku działalności wchodzić w kredyty, co oczywiste – nie było wiadomo, czy się uda. Teraz powoli kończę przeprowadzkę. Powoli, bo nikt z powodu mojej przeprowadzki nie wstrzymał rozpoznawania spraw, kończy się też semestr na uczelni. Potem zostanie już tylko bieżące doposażanie lokalu w różne elementy wystroju. Ale już mi się podoba coraz bardziej i na ten moment bardzo się cieszę ze zmiany.

Na razie jest lepiej, jest wygodniej, jest bardziej przestronnie.

I jest… liczniej.

W styczniu „wprowadzili” mi się „lokatorzy”. Jeszcze 23 stycznia te urocze „kurczaki” były jajkami, ale już 2 lutego były to żółte „kurczaki”. Teraz trochę im się urosło i już próbują stać na własnych nogach, a ja nie mogę się doczekać, aż zaczną latać i wyfruną. Jak już się zagnieździły, nie miałam i nie mam serca, żeby je wyrzucać, ale jak się usamodzielnią, to trzeba będzie uprzątnąć balkon i zrobić zabezpieczenia. Na razie szukam pomysłów na te zasieki…

A tymczasem podglądam „kurczaki”, bo mimo całego bałaganu, jaki robią, są naprawdę pocieszne.